
Pierwszy film z cyklu za mną.
"Dr. No" opowiada historie typowo... bondowską. James jedzie rozwikłać, na pozór zwyczajną, zagadkę (w tym przypadku zaginięcie rezydenta MI6 na Jamajce - Strangwaysa), a tu złoczyńca chce zdominować świat/wybić ludzi/zarobić grubą kasę (w tym przypadku przechwytywać rakiety USA). I by mu się to udało gdyby nie nasz bohater. Dobrze by było żeby wróg był szaleńcem, najlepiej doświadczonym przez los (dr No stracił dłonie w wyniku eksperymentów nad radioaktywnością).

Film, będący pierwszym z (oficjalnej) serii wyznacza trendy, które towarzyszą kolejnym produkcjom.
Tutaj pada znane wszystkim "Bond. James Bond" (wypowiedz ta została sprowokowana przez Sylvię Trench, która przedstawia się mówiac... "Trench. Sylvia Trench").
W kasynie Bond ubrany jest w smoking, spędza czas przy kartach (wygrywając oczywiście), popija wódkę z martini wstrząśniętą, a nie mieszaną (butelki Smirnoffa mają zawsze etykiety skierowane ku kamerze - product placement dopiero się rodzi).
W jednej z pierwszych scen filmu pojawia się pierwowzór Q - zbrojmistrz Boothroyd (nazwisko nie jest przypadkowe) - wymienia Bondowi Berettę na Walthera PPK (i tak rodzi się kolejna legenda).
Przykrywka Bonda to oczywiście firma Universal Exports z siedzibą w Londynie.
Poznajemy też Feliksa Leitera - kolegę z CIA (pojawił się w 9 filmach).
No i dziewczyny Bonda - Sylvia Trench, która nie może doczekać się spotkania z agentem zatem włamuje się do jego pokoju hotelowego. Z druga bohaterką związana jest najsłynniejsza scena: Honey Rider (imiona dziewczyna zawsze są znaczące i stanowią podstawę wielu żartów) wyłania się z morza:

Do tego Sean Conerry (o nim i innych odtwórcach głównej roli na pewno będzie osobna notka) rysuje 007 jako szarmanckiego, eleganckiego i nonszalanckiego mężczyznę. Bond sypie dwuznacznymi i ironicznymi żarcikami. Jest przebiegły jak łasica - posypuje talkiem zamki walizki czy nakleja włosa na szafie by wykryć ewentualnych nieproszonych gości (ktoś tego nie próbował po obejrzeniu tej części cyklu?).

Bond pełną gębą (przez wielu uznawany za najlepszego w historii serii).
Zobaczymy czy dalej też będzie tak dobrze.
Co ciekawe film odpowiada książce - późniejsze ekranizacje brały z pierwowzorów często tylko tytuły. Szkoda, że książkową organizację SMERSZ, do której należy dr No (nazwa wzorowana na komórce kontrywiadu sowieckiego SMIERSZ - smiert' szpionam - śmierć szpiegom) zastąpiono organizacją SPECTRE (SPecial Executive for Counter-intelligence, Terrorism, Revenge and Extortion) - ale to już polityka i ocieplanie stosunków wschód-zachód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz