niedziela, 25 grudnia 2011

005 You Only Live Twice



Prawie nowy rok to nowym post (a trochę czasu minęło).

Rok 67 to środek zimnej wojny i apogeum wyścigu kosmicznego. Gagarin, Tierieszkowa, amerykańcy - to już było. Czekano na człowieka na księżycu. Nie ma się więc co dziwić, że piąty Bond to Bond "kosmiczny".

"Ktoś" zły porywa statki amerykańskie podszywając się za ruskich, a ruskie podszywając się za amerykańców. Wojna wisi na włosku. Nie bójmy się. Uda się zażegnać konflikt. Każdy kto widział ten film na pewno zapamiętał scenę, w której kosmiczny robal połyka mniejszego robaka (pozostawiając na pewną śmierć jednego z kosmonautę).



Zaczynamy z grubej rury - zabijają Bonda. Najpierw zamykają go w meblościance :)



Potem pogrzeb wojskowy zakończony zrzuceniem ciała do morza. Oczywiście to tylko zasłona dymna by Bond mógł spokojnie pracować. Nurkowie przechwytują "zwłoki" i transportują je na okręt podwodny gdzie czekają Moneypenny i M.
Dalej akcja przenosi się do Japonii gdzie 007 będzie musiał wykazać się sprytem i umiejętnościami. Po drodze zostanie też ninja (choć wyjątkowo wyrośniętym).

No i mamy konkretnego arcyłotra. Biały kotek mówi nam kto zacz...



Ernst Stavro Blofeld, numer 1 organizacji SPECTRE.
Jak każdy porządny czarny charakter ma widowiskowy sposób eliminacji wrogów (choć częściej wykorzystuje go do pozbywania się nieudaczników ze swojego otoczenia). W tym przypadku mamy do czynienia z niezawodną sadzawką z piraniami i zapadnią. W tym miejscu odbędzie tez porządna walka na gołe pięści :)



Do tego dochodzi doskonale zakamuflowana baza ukryta we wnętrzu krateru (zdjęcia satelitarne nic nie wykazują bo krater ma zamykaną pokrywę).



Dużo bondowych klimatów? Sporawo. 007 po raz pierwszy pali rozkazy (w końcu nazwisko kontaktu to nie byle co).



Do tego mamy niezły samochód (choć niestety nie jest to Aston) - Toyotę 2000GT. Jest to też legenda ponieważ jest jedyny powstały kabriolet. O samochodach pewnie powstanie kiedyś osobny post...



Oczywiście spotkamy firmowe żarciki i dwuznaczności. Najciekawszy ten kiedy Moneypenny podaje Bondowi hasło i każe mu je powtórzyć. Hasło brzmi "I love you".

Widz z pewnością zapamięta helikopter z wielkim elektromagnesem na linach. Dzięki tej maszynie wywiad japoński "zdejmuje" z ulicy auto morderców i wrzuca je do morza.



No i efektowne zakończenie.



Brakuje nieco gadżetów (chociaż na chwilę pojawia się Q). Strzelający papieros i minihelikopter nieco bez polotu. Odrzutowe naboje (bo chyba nie pociski skoro dziury są też w łusce) na odpowiednim poziomie abstrakcji.



Pytania: jak to możliwe, że na ekranach w filmie widać takie obrazki?





:)

Film jest niezły. Pomysły klasyczne. Efekty specjalne bardzo się zestarzały (może jakaś edycja z nowymi FX?)

Zostawmy za sobą "You only live twice" (słuchając zacnej piosenki lub jej podróbki). I przygotowujmy się na kolejną część...

wtorek, 27 kwietnia 2010

004 Thunderball


Film obejrzałem dwukrotnie (tvp + komputer) i przez to notka rodziła się w bólach. Dlatego żeby sobie ułatwić życie bezczelnie skorzystam ze stosowanych poprzednio punktów (dodając kilka nowych).

1. O co biega? O to żeby świat uratować (oczywiście).
A tu siurpriza - nie chodzi o uratowanie świata, a zaledwie jednego z dużych miast (ukradzione bombki atomowe, co ciekawe ukradzione NATO). No i trzeba uratować finanse i honor Królestwa - płacić okup? To nie przystoi...

2. Bohaterowie.
Przeciwnik z pierwszej ligi - pan Largo to przecież "numer dwa" znanej i (nie)lubianej organizacji SPECTRE.

Do tego pani zła i pani dobra - klasyka.
Po stronie "tych dobrych" panna Moneypenny, Q (na wyjeździe dostarczający sprzęt na miejsce akcji), M, Felix Leiter. Widzimy też "zlot" agentów z podwójnymi zerami.

3. Bondowisko czyli ile jest Bonda w Bondzie?
Sporo. Żadna niewiasta się mu nie oprze (choć padają jak muchy to Bonda to nie wzrusza), gadżety są ale brak jakiś wstrząsających elementów ekwipunku. No może oprócz maleńkiego aparatu oddechowego, dzięki któremu James może parę chwil spędzić pod wodą.

4. Zapamiętane obrazki.
Scenę rozgrzewkową pamięta każdy - Bond ucieka z miejsca akcji przy pomocy odrzutowego plecaka! No to jest coś! Ciężko to przebić (i imho się nie udało).

Dość ciekawy też jest sposób w jaki Jamesa ewakuuje samolot... Ale jakieś to mało realne (ugh do czego doszło, że jetpack jest bardziej realny)

5. Głupota.
Jak ja nie lubię scen gdzie ktoś ucieka podczas parady, a ktoś inny podczas tej parady goni. Do tego musi być hałas. Nudaaaaaaa.

No i najsłynniejsza wtopa serii - Bond traci maskę w wirze (nie wodnym ale walki wirze)... Pierwotnie ma niebieską:


Zdziera z nieopodal leżącego truchła maskę czarną:


Która to maska magicznie zmienia kolor na... niebieski:


6. Temat przewodni
Woda (podwoda). Nowy punkt bo mnie naszło, że każdy odcinek ma temat przewodni - czwarty Bond to odcinek ze wszech miar wodny, a raczej podwodny. Epicka bitwa w toni, rekiny.


Ciekawe jak oni nurkowali bez jacketu/skrzydła?
7. Podsumowując.
Film poprawny ale niezbyt wciągający. Gadżetów mało, akcja niby wartka ale samo zawiązanie akcji słabe (wszystko dzieje się przypadkiem - przypadkiem akurat w tym samym pensjonacie gdzie jest Bond mordują pilota i przypadkiem chcą zabić Jamesa bo przypadkiem coś widział) i nawet plan złych niemrawy. Do tego Largo jest za mało odrealniony i szurnięty. Ot taki sobie bandyta/kombinator. Gdzie mu do zimnokrwistości dr. No? Zabicie jednego sługusa nie czyni zeń króla zła.

sobota, 27 marca 2010

003 Goldfinger



Bonda nr 3 czas zacząć...
Chyba czas zrobić metryczkę bo Bondy zaczynają być schematyczne (i to akurat zaleta, a nie wada).

Wypunktuję więc to co ważne:

1. O co biega? O to żeby świat uratować (oczywiście).
Tym razem przed krachem finansowym. Ciekawostką jest fakt, że zagrożenia nie znamy od początku filmu. Bond zajmuje się sprawą błahą (przemyt złota), a później się okazuje, że problem jest poważniejszy...

2. Bohaterowie.
Mamy M, mamy Q, mamy Feliksa Leitera (CIA). Jest też Moneypenny, której złoto kojarzy się tylko z pierścionkiem... Zupełnie jak tej pani.




No i mamy überłotra - Goldfingera (imię charakterystyczne: Auris). - wydaje mi się być podobnym do innej ikony popkultury.



Pan Goldfinger (jak wskazuje imię i nazwisko) jest miłośnikiem złota i jego interesy wokół tego kruszcu się kręcą. Bohaterka też ma ciekawe imię: Pussy Galore. Widzowie z Goldfingera zapamiętają też speca od brudnej roboty czyli pana o imieniu Oddjob, który zabija rzucając cylindrem o zaostrzonym rondzie.



3. Bondowisko czyli ile jest Bonda w Bondzie?
Sporo. Pierwszy raz widzimy laboratorium Q (z różnymi dziwacznymi wynalazkami będącymi w fazie testów). Bond upomina się o swojego Bentleya (w książkach jest posiadaczem auta tej marki) ale dostaje... tak, tak Astona Martina db5 (oczywiście zmodyfikowanego - karabiny, zasłona dymna, katapulta, tarcza...), którego tradycyjnie już rozbija (ulegając swojemu odbiciu). Do tego nadajnik lokalizujący ukryty w bucie.



James wie wszystko (po zapachu wyczuwa, że w 10-letniej whisky jest za dużo bon bois, a Dom Perignon (jeszcze nie nadszedł czas Bollingera) rocznik 53 nie pija się w temperaturze wyższej niż 37F (co by było "jak słuchanie Beatlesów BEZ nauszników" - bibit się nie podobał jak widać).
Klasyczne są rozmowy Bonda z przeciwnikiem - pełna kultura i poważne dyskusje, choć dosokanle wiadomo, że panowie będą niedługo walczyć na śmierć i życie.

4. Zapamiętane obrazki...
Najbardziej zapadający w pamięci kadr to scena zamordowanej przez Goldfingera Jill Masterson. Została ona pokryta złotem przez co się udusiła!!! (to oczywiście bujda bo co by zrobili biedni nurkowie, czy choćby pływacy :) ale fama poszła w świat; plotka mówiła też, że aktorka zmarła przez to na planie)



W końcowych scenach Bond rozbraja bombę (atomową oczywiście, całą w światełkach i innych obracających się kółkach zębatych oczywiście) i już ma wyrywać kable gdy technik przełącza pstryczek wyłączając urządzenie. Zegar zatrzymuje się na znajomej liczbie...



Ale na pewno należy zapamiętać początek filmu.. czyli Bond z ptakiem na wierzchu... Ironiczny wydźwięk Bonda osiągnął 110% normy.








5. Bond. James Bond.
Connery w wysokiej formie. Gra nie tylko brwiami. A jego Bond właśnie zaczyna zwyżkować - powiedzonka, cięte riposty, szelmowski uśmiech. Tak ma być

Według końcowych napisów Bond powróci w "On Her Majesty's Secret Service". Kłamstwo!
Następny będzie "Thunderball"!

sobota, 6 marca 2010

002 From Russia with Love



Film nr 2.
"Dr.No" wyznaczył kierunek. To co się dzieje we "From Russia with Love" zobaczymy we wszystkich kolejnych filmach cyklu. Skok jakościowy i bondowy (czyli zawartość Bonda w Bondzie) jest ogromny i 50 lat temu musiał robić ogromne wrażenie. Film jest nowoczesny, nie przypomina "Dr.No", który zestarzał się dużo bardziej (choć obydwie ekranizacje dzieli zaledwie rok), akcja jest wartka i kończy się dwoma trzęsieniami ziemi (atak helikoptera, bitwa morska u brzegów Włoch), lokalizacje się zmieniają (no akcja ma miejsce głównie w Istambule, ale Orient Expresem bohaterowie docierają do Zagrzebia).

Agent 007 tym razem stawia czoła numerom 3 i 5 organizacji SPECTRE, która jego rękami chce wykraść z ambasady rosyjskiej w Istambule urządzenie szyfrujące o nazwie LEKTOR. Plan przewiduje oczywiście bolesną śmierć Bonda. Numer 3 (czyli demoniczna pani Klebb) była pracownicą SMERSH co jeszcze bardziej utrudnia Jamesowi rozpoznanie wroga. Numer 5 (Kronsteen) to zimny drań, umysł analityczny (mistrz szachowy), którego plan opiera się na przewidzeniu ruchów MI6 - jedyne czego Kronsteen nie przewidział to ... Bond!
W filmie pojawia się w końcu Q i jego gadgety - walizka z gazem łzawiącym, ukrytymi suwerenami i nożem ratują skórę 007, a składana snajperka stanowi o sile ognia głównego bohatera (Walther PPK też gra główną rolę). M i Moneypenny znamy już z "Dr.No", tak jak Sylvię Trench.

Bond jest sprytniejszy niż wcześniej. Przez rok się wiele nauczył - w spotkaniach z innymi agentami wystarcza hasło-odzew a nie telefon do ambasady, znajduje bez problemu podsłuchy (swoją drogą przeciwnicy umieszczający mikrofon na środku białej ściany pod obrazem są zachwycający).
Sean Connery jest dużo lepszy niż w "Dr.No". Zawadiacki uśmiech, zimne parcie do celu i nie liczenie się ze stratami. Tak jak powinno być.
Arcyłotr nie ma uczuć - kalkulacja jest podstawą istnienia (w tej roli Polak, znany z "Kanału" Władysław Sheybal, którego do epizodu namówił jego przyjaciel Sean Connery).

Klebb jest sadystką - wali swojego pracownika pięścią uzbrojoną w kastet w brzuch aby sprawdzić jego "twardość".

A nad wszystkim unosi się najgorszy z najgorszych - Blofeld. Tak, tak, to właśnie w tym filmie pojawił się po raz pierwszy (no tylko ręka). Głaszcząc kotka wydaje rozkazy śmierci. Co ciekawe w napisach jest podpisany jako "?".

No to zostałem pozdrowiony z Rosji - zobaczymy się w "Goldfingerze" jak obiecują w napisach końcowych? (napisali, ze "Goldfinger" to thriller... no zobaczymy).

Ciekawostka historyczna: Bond ucieka do Triestu i obawia się kontroli na granic Jugosławi i Triestu. Czemu? Temu!

czwartek, 25 lutego 2010

No to gramy!

Będzie muzycznie.

Wiadomo, że filmy o Bondzie to filmy nie tylko o najsłynniejszym agencie JKM ale też najsłynniejszy theme (temat muzyczny?) świata (no Gwiezdne Wojny i Indiana Jones też mają "dość" znane melodyjki).
Autor (oficjalnie): Monty Norman (był tak podpisany na "liście płac" pierwszego filmu - prawdziwy wilk, który obłowił się na muzyce)
Autor (zapewne): John Barry (żeby tę owce ocalić mówi się, że na potrzeby "Dr. No" napisał on aranżację, napisał muzykę do 11 Bondów ale co z tego?)
Autor (prawdziwy): nie dowie się nikt bo za duże pieniądze są na szali... (sąd przyznaje prawo Normanowi)



Oprócz nuconego na całym świecie "tu tu tu tu tuuuu" filmom od zarania dziejów (czyli 61 roku) towarzyszą piosenki. Poziom artystyczny różny. Niektóre naprawdę znane (i dobre) ale spora część to, niestety, gnioty.
Na Wiki jest lista wszystkich piosenek, autorów, wykonawców ale brakuje najważniejszego - muzyki! Czas naprawić ten błąd (kolejność chornologiczna):

1. Dr. No - "Kingston Calypso" - Monty Norman
Śmiechowo, zabawowo



2. From Russia with Love - "From Russia with Love" - Secondary Theme - Matt Monro (sławna piosenka bo... nie była tłem czołówki! Wygląda jakby John Barry się zemścił i umieszcił "swoją" wersje tematu przewodniego na początku filmu)
lirycznie

3. Goldfinger - "Goldfinger" - Shirley Bassey
znane, prawda?

4. Thunderball - "Thunderball" - Tom Jones

Ten pan to sam by Bonda mógł grać :)


Ale piosenka nędzna, prawda?

5. You Only Live Twice - "You Only Live Twice" - Nancy Sinatra

Konkurs? Kto ukradł ten numer jakieś 30 lat później? No kto?

6. On Her Majesty's Secret Service - "We Have All the Time in the World" - Secondary Theme - Louis Armstrong
Secondery theme..... Każdemu takiego "secondary" życzę... No ale to nie pan nr 4 TJ :)

7. Diamonds Are Forever - "Diamonds Are Forever" - Shirley Bassey

8. Live and Let Die - "Live and Let Die" - Paul McCartney and Wings
Zapach Beatlesów w powietrzu .

9. The Man with the Golden Gun - "The Man with the Golden Gun" - Lulu
Tekst daje czadu :)

10. The Spy Who Loved Me - "Nobody Does It Better" - Carly Simon

Pani znana z innej piosenki... I chyba lepiej posłuchać tej "innej".

11. Moonraker - "Moonraker" - Shirley Bassey

Pani już była, piosenka ciut inna.

12. For Your Eyes Only - "For Your Eyes Only" - Sheena Easton

Nikt nie zna? Dziwię się...

13. Octopussy - "All Time High" - Rita Coolidge

14. A View to a Kill - "A View to a Kill" - Duran Duran


Ratunkuuuuuuuuuuuuuuuuuu. Ale czego się spodziewać po wielbicielach plerez


15. The Living Daylights - "The Living Daylights" - A-Ha
Też plerezy lubili ale im przeszło. No i mają najlepszy teledysk wszech czasów.
A piosenka bondowa nudna i boli latami osiemdziesiątymi.

16. Licence to Kill - "Licence to Kill" - Gladys Knight
Całkiem całkiem. Nie ma przynajmniej plumkania na keyboardzie :). No ale to bond z Daltonem to i piosenka mniej "jajcarska".

17. GoldenEye - "GoldenEye" - Tina Turner
Hicior i koniec kropka. Teledysk zna każdy.
Najlepsza piosenka. Super, hiper, rewelacja. No dobra, przesadzam ale autorami byli Bono i the Edge - przeniosło mi się...

18. Tomorrow Never Dies - "Tomorrow Never Dies" - Sheryl Crow
Jedna z najlepszych piosenek napisanych na potrzeby serii. Do tego klimatyczny teledysk.

19. The World Is Not Enough - "The World Is Not Enough" - Garbage
Wysokiego poziomu ciąg dalszy. Naprawdę dobra kompozycja. Teledysk paskudny, że aż strach (ale typowo "Garbagowy").

20. Die Another Day - "Die Another Day" - Madonna
Jak nie lubię Madonny tak piosenka niezła - nowoczesna, może za bardzo rwana. Teledysk słaby - za dużo w nim Madonny, za mało filmu.

21. Casino Royale - "You Know My Name" - Chris Cornell
Piosenka znana, ale czy ktoś ją kojarzy z Bondem? Wątpię. (Po latach się kojarzy :) - siła powtórek)

22. Quantum of Solace - "Another Way to Die" - Jack White, Alicia Keys
Nie lubie White'a (niezależnie czy se Stripesami czy bez), lubię Alę K., nie lubię tej "brudnej" gitary na początku, lubię duety. Ot dylematy.
Piosenka wg mnie całkiem Ok - trochę nudna (w kółko to samo). A teledysk w stylu The White Stripes.

23. Skyfall- "Skyfall" - Adele
5-minutowa epopeja w wykonaniu Adele. Coś wspaniałego! Choć nieco "zajechana" przez stacje radiowe i tv...

24. Spectre- "Writings on the Wall" - Sam Smith
Sam Smith to "moje" odkrycie - jak go na BBC przyuważyłem to nie odpuściłem :) A potem piosenka do Bonda... Pierwsze słuchanie na nie. Kolejne plusowały. Teraz to te smyczki są "klasyczne" :). Ewidentnie lubię to co już raz słyszałem. Umysł ścisły?


Chyba
Ufff. Megapost. Ktoś to przesłucha?
Wnioski?
Forma zwyżkuje - to dobrze. Tytuły piosenek nie są tytułami filmów - to źle!
Domagam się powrotu starej szkoły.

P.S. Najwyżej notowany numer z Bondów: Duran Duran! AAAAAAArghhhhh

 Po latach? White+Keys kopie tyłek :) The end.

[w 2010 roku, kiedy postał ten post na topie była wrzuta :) a YT to na dokładkę. Czas zmienić układ i dodać video i najnowsze piosenki]

piątek, 19 lutego 2010

001 Dr. No




Pierwszy film z cyklu za mną.

"Dr. No" opowiada historie typowo... bondowską. James jedzie rozwikłać, na pozór zwyczajną, zagadkę (w tym przypadku zaginięcie rezydenta MI6 na Jamajce - Strangwaysa), a tu złoczyńca chce zdominować świat/wybić ludzi/zarobić grubą kasę (w tym przypadku przechwytywać rakiety USA). I by mu się to udało gdyby nie nasz bohater. Dobrze by było żeby wróg był szaleńcem, najlepiej doświadczonym przez los (dr No stracił dłonie w wyniku eksperymentów nad radioaktywnością).



Film, będący pierwszym z (oficjalnej) serii wyznacza trendy, które towarzyszą kolejnym produkcjom.
Tutaj pada znane wszystkim "Bond. James Bond" (wypowiedz ta została sprowokowana przez Sylvię Trench, która przedstawia się mówiac... "Trench. Sylvia Trench").
W kasynie Bond ubrany jest w smoking, spędza czas przy kartach (wygrywając oczywiście), popija wódkę z martini wstrząśniętą, a nie mieszaną (butelki Smirnoffa mają zawsze etykiety skierowane ku kamerze - product placement dopiero się rodzi).
W jednej z pierwszych scen filmu pojawia się pierwowzór Q - zbrojmistrz Boothroyd (nazwisko nie jest przypadkowe) - wymienia Bondowi Berettę na Walthera PPK (i tak rodzi się kolejna legenda).
Przykrywka Bonda to oczywiście firma Universal Exports z siedzibą w Londynie.
Poznajemy też Feliksa Leitera - kolegę z CIA (pojawił się w 9 filmach).
No i dziewczyny Bonda - Sylvia Trench, która nie może doczekać się spotkania z agentem zatem włamuje się do jego pokoju hotelowego. Z druga bohaterką związana jest najsłynniejsza scena: Honey Rider (imiona dziewczyna zawsze są znaczące i stanowią podstawę wielu żartów) wyłania się z morza:



Do tego Sean Conerry (o nim i innych odtwórcach głównej roli na pewno będzie osobna notka) rysuje 007 jako szarmanckiego, eleganckiego i nonszalanckiego mężczyznę. Bond sypie dwuznacznymi i ironicznymi żarcikami. Jest przebiegły jak łasica - posypuje talkiem zamki walizki czy nakleja włosa na szafie by wykryć ewentualnych nieproszonych gości (ktoś tego nie próbował po obejrzeniu tej części cyklu?).



Bond pełną gębą (przez wielu uznawany za najlepszego w historii serii).
Zobaczymy czy dalej też będzie tak dobrze.

Co ciekawe film odpowiada książce - późniejsze ekranizacje brały z pierwowzorów często tylko tytuły. Szkoda, że książkową organizację SMERSZ, do której należy dr No (nazwa wzorowana na komórce kontrywiadu sowieckiego SMIERSZ - smiert' szpionam - śmierć szpiegom) zastąpiono organizacją SPECTRE (SPecial Executive for Counter-intelligence, Terrorism, Revenge and Extortion) - ale to już polityka i ocieplanie stosunków wschód-zachód.

czwartek, 18 lutego 2010

Tytułem wstępu

No to projekt 007 czas zacząć...
Ale co to i po co to?

Właśnie przeczytałem "Bond. Leksykon" autorstwa Kamila Śmiałkowskiego.



Książkę zjadłem od deski do deski, dowiedziałem się wiele i okazało się, że mam braki... Mieszają mi się tytuły z fabułami, arcyłotrowie zmieniają zakresy swoich niecnych działań...

Do tego felietony zawarte w książce dają ciut do myślenia - zawsze mi się wydawało, że Sean był najlepszym Bondem, ale czy po nastu latach nadal jest? Może Lazenby nie jest jednak najgorszy?
Czas to zmienić!

Plan jest następujący:
1. Obejrzeć wszystkie Bondy (także te 2 będące poza oficjalnym nurtem).
2. Opisać pokrótce fabułę (wspomagając się wyżej wymienioną publikacją) i...
3. swoje wrażenia.

My name is Bond, James Bond? Oczywiście :)