sobota, 27 marca 2010

003 Goldfinger



Bonda nr 3 czas zacząć...
Chyba czas zrobić metryczkę bo Bondy zaczynają być schematyczne (i to akurat zaleta, a nie wada).

Wypunktuję więc to co ważne:

1. O co biega? O to żeby świat uratować (oczywiście).
Tym razem przed krachem finansowym. Ciekawostką jest fakt, że zagrożenia nie znamy od początku filmu. Bond zajmuje się sprawą błahą (przemyt złota), a później się okazuje, że problem jest poważniejszy...

2. Bohaterowie.
Mamy M, mamy Q, mamy Feliksa Leitera (CIA). Jest też Moneypenny, której złoto kojarzy się tylko z pierścionkiem... Zupełnie jak tej pani.




No i mamy überłotra - Goldfingera (imię charakterystyczne: Auris). - wydaje mi się być podobnym do innej ikony popkultury.



Pan Goldfinger (jak wskazuje imię i nazwisko) jest miłośnikiem złota i jego interesy wokół tego kruszcu się kręcą. Bohaterka też ma ciekawe imię: Pussy Galore. Widzowie z Goldfingera zapamiętają też speca od brudnej roboty czyli pana o imieniu Oddjob, który zabija rzucając cylindrem o zaostrzonym rondzie.



3. Bondowisko czyli ile jest Bonda w Bondzie?
Sporo. Pierwszy raz widzimy laboratorium Q (z różnymi dziwacznymi wynalazkami będącymi w fazie testów). Bond upomina się o swojego Bentleya (w książkach jest posiadaczem auta tej marki) ale dostaje... tak, tak Astona Martina db5 (oczywiście zmodyfikowanego - karabiny, zasłona dymna, katapulta, tarcza...), którego tradycyjnie już rozbija (ulegając swojemu odbiciu). Do tego nadajnik lokalizujący ukryty w bucie.



James wie wszystko (po zapachu wyczuwa, że w 10-letniej whisky jest za dużo bon bois, a Dom Perignon (jeszcze nie nadszedł czas Bollingera) rocznik 53 nie pija się w temperaturze wyższej niż 37F (co by było "jak słuchanie Beatlesów BEZ nauszników" - bibit się nie podobał jak widać).
Klasyczne są rozmowy Bonda z przeciwnikiem - pełna kultura i poważne dyskusje, choć dosokanle wiadomo, że panowie będą niedługo walczyć na śmierć i życie.

4. Zapamiętane obrazki...
Najbardziej zapadający w pamięci kadr to scena zamordowanej przez Goldfingera Jill Masterson. Została ona pokryta złotem przez co się udusiła!!! (to oczywiście bujda bo co by zrobili biedni nurkowie, czy choćby pływacy :) ale fama poszła w świat; plotka mówiła też, że aktorka zmarła przez to na planie)



W końcowych scenach Bond rozbraja bombę (atomową oczywiście, całą w światełkach i innych obracających się kółkach zębatych oczywiście) i już ma wyrywać kable gdy technik przełącza pstryczek wyłączając urządzenie. Zegar zatrzymuje się na znajomej liczbie...



Ale na pewno należy zapamiętać początek filmu.. czyli Bond z ptakiem na wierzchu... Ironiczny wydźwięk Bonda osiągnął 110% normy.








5. Bond. James Bond.
Connery w wysokiej formie. Gra nie tylko brwiami. A jego Bond właśnie zaczyna zwyżkować - powiedzonka, cięte riposty, szelmowski uśmiech. Tak ma być

Według końcowych napisów Bond powróci w "On Her Majesty's Secret Service". Kłamstwo!
Następny będzie "Thunderball"!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz