
Film nr 2.
"Dr.No" wyznaczył kierunek. To co się dzieje we "From Russia with Love" zobaczymy we wszystkich kolejnych filmach cyklu. Skok jakościowy i bondowy (czyli zawartość Bonda w Bondzie) jest ogromny i 50 lat temu musiał robić ogromne wrażenie. Film jest nowoczesny, nie przypomina "Dr.No", który zestarzał się dużo bardziej (choć obydwie ekranizacje dzieli zaledwie rok), akcja jest wartka i kończy się dwoma trzęsieniami ziemi (atak helikoptera, bitwa morska u brzegów Włoch), lokalizacje się zmieniają (no akcja ma miejsce głównie w Istambule, ale Orient Expresem bohaterowie docierają do Zagrzebia).
Agent 007 tym razem stawia czoła numerom 3 i 5 organizacji SPECTRE, która jego rękami chce wykraść z ambasady rosyjskiej w Istambule urządzenie szyfrujące o nazwie LEKTOR. Plan przewiduje oczywiście bolesną śmierć Bonda. Numer 3 (czyli demoniczna pani Klebb) była pracownicą SMERSH co jeszcze bardziej utrudnia Jamesowi rozpoznanie wroga. Numer 5 (Kronsteen) to zimny drań, umysł analityczny (mistrz szachowy), którego plan opiera się na przewidzeniu ruchów MI6 - jedyne czego Kronsteen nie przewidział to ... Bond!
W filmie pojawia się w końcu Q i jego gadgety - walizka z gazem łzawiącym, ukrytymi suwerenami i nożem ratują skórę 007, a składana snajperka stanowi o sile ognia głównego bohatera (Walther PPK też gra główną rolę). M i Moneypenny znamy już z "Dr.No", tak jak Sylvię Trench.
Bond jest sprytniejszy niż wcześniej. Przez rok się wiele nauczył - w spotkaniach z innymi agentami wystarcza hasło-odzew a nie telefon do ambasady, znajduje bez problemu podsłuchy (swoją drogą przeciwnicy umieszczający mikrofon na środku białej ściany pod obrazem są zachwycający).
Sean Connery jest dużo lepszy niż w "Dr.No". Zawadiacki uśmiech, zimne parcie do celu i nie liczenie się ze stratami. Tak jak powinno być.
Arcyłotr nie ma uczuć - kalkulacja jest podstawą istnienia (w tej roli Polak, znany z "Kanału" Władysław Sheybal, którego do epizodu namówił jego przyjaciel Sean Connery).

Klebb jest sadystką - wali swojego pracownika pięścią uzbrojoną w kastet w brzuch aby sprawdzić jego "twardość".

A nad wszystkim unosi się najgorszy z najgorszych - Blofeld. Tak, tak, to właśnie w tym filmie pojawił się po raz pierwszy (no tylko ręka). Głaszcząc kotka wydaje rozkazy śmierci. Co ciekawe w napisach jest podpisany jako "?".

No to zostałem pozdrowiony z Rosji - zobaczymy się w "Goldfingerze" jak obiecują w napisach końcowych? (napisali, ze "Goldfinger" to thriller... no zobaczymy).
Ciekawostka historyczna: Bond ucieka do Triestu i obawia się kontroli na granic Jugosławi i Triestu. Czemu? Temu!
Czy tylko mi się zdaje, czy też fizys arcyłotra przypomina pewnego prezydento-premiera z (nomen omen) Rosji?
OdpowiedzUsuń